W bieżącym roku na blogu pojawiło się na blogu jedynie 6 wpisów z czego wynika, że miesięcznie publikowałem tylko jeden. Porównując to z rokiem 2017 to żenująca ilość. Nie stało się to jednak bez powodu i właśnie w dzisiejszym wpisie opowiem, co działo się przez ostatnie 6 miesięcy.

Od dłuższego czasu zabierałem się do napisania tego wpisu, ponieważ ciężko jest się otworzyć i wyłożyć kawę na ławę. Postawmy sprawę jasno: przyznanie się do słabości i porażek nie należy do najłatwiejszych rzeczy na świecie. Mam jednak nadzieję, że te kilka tysięcy słów pokaże Ci, że można wybrać inną drogę niż ślepe powtarzanie utartych schematów.

Dlaczego założyłem bloga

Dlaczego postanowiłem założyć bloga?

Nigdy nie rozpisywałem się na ten temat na moim blogu, a powinienem. Z blogosferą jestem związany od ponad 10 lat. W swoim życiu miałem kilka różnych blogów o przeróżnej tematyce (dziennik, rowery, fotografia). Wynikało to z tego, że zawsze miałem problem z dopasowaniem moim zainteresowań do obowiązujących standardów. W szkole nigdy nie byłem ani humanistą, ani typowym ścisłowcem. Za to do dziś mój umysł chłonie najdziwniejsze ciekawostki z tego świata. Właśnie dlatego po szkole średniej, wybrałem się na studia związane z organizacją produkcji filmowej i telewizyjnej, gdzie mogłem połączyć swoje zainteresowanie fotografią, organizacją, marketingiem i wieloma innymi dziedzinami. W pracy na planie trzeba być prawdziwym człowiekiem scyzorykiem i do dziś uważam, że był to dobry wybór.

Równocześnie ze studiami, rozpocząłem swoją pierwszą pracę, gdzie dość szybko odnalazłem się w marketingu. Byłem typowym samoukiem, który po prostu chciał się uczyć. Mam to do siebie, że lubię dzielić się nowo zdobytą wiedzą czy też doświadczeniami i wtedy pierwszy raz pomyślałem, że fajnie by było stworzyć bloga z krwi i kości. Był to rok 2011. Z racji tego, że pracowałem, studiowałem i jeszcze zajmowałem się rodziną, zbudowanie bloga zajęło mi kilka tygodni. Byłem wtedy niepoprawnym perfekcjonistą, więc po tych niecałym miesiącu stwierdziłem, że wszystko jest do dupy. Dwoma kliknięciami skasowałem całego bloga i zmarnowałem dziesiątki godzin, które poświęciłem na jego budowę.

Sytuacja powtórzyła się w roku 2014, kiedy to chciałem wrócić do porzuconych planów. Odpaliłem bloga w kilka dni i zebrałem oszałamiające 17 osób, które go czytało. Trwało to kilka tygodni i znów odpuściłem. Pół roku później znów spróbowałem. Po dwóch falstartach byłem „trochę” mądrzejszy. Zbudowałem cały plan, mapę strony, napisałem kilka tekstów i ogarnąłem milion innych rzeczy. Tym razem postawienie bloga zajęło mi 3 miesiące i byłem nawet zadowolony z efektów, które udało mi się uzyskać. Blog wyglądał dobrze, zacząłem pisać lepiej, wiedziałem jakie tematy chcę poruszać.

Niestety, historia zatoczyła koło, a mój perfekcjonizm znów zabił bloga. Jak widzisz moja przygoda z blogowaniem to taka moda na sukces. Zawsze kończyła się tak samo i zawsze problemem byłem ja. Nie ludzie, którzy mnie czytali, czy to jak piszę, tylko moje granice.

Przełom nastąpił w roku 2016, kiedy zdecydowałem się założyć bloga opartego o moją markę osobistą. Przez te 5 lat poukładałem sobie w głowie wiele rzeczy. Wiedziałem kim jestem, ile jestem wart, co potrafię. Poradziłem sobie też z największym problemem jaki miałem.

Mało kto wie, ale kiedyś nie cierpiałem swojego nazwiska. Było ono moim przekleństwem. Całe szczęście, z wiekiem doszedłem do wniosku, że nic z tym nie zrobię. W pamięci utkwił mi cytat “Jeśli nie możesz pokonać swojego wroga, zaprzyjaźnij się z nim”, więc moje największe przekleństwo zmieniłem w najlepszego sojusznika. W tym momencie mogłem wystartować z grubej rury! Miałem świadomość, że jestem „człowiekiem renesansu”. Potrafiłem nauczyć się w jeden tydzień czegoś, o czym nie miałem zielonego pojęcia. Stwierdzenie: nie da się, działało na mnie jak płachta na byka. Moimi mocnymi stronami była wiedza związana z biznesem, marketingiem i technologią. W ten oto sposób powstał bloga oscarrak.pl, który miał być moim miejscem w Internecie, gdzie będę mógł dzielić się wiedzą z blogerami i młodymi przedsiębiorcami.

Tutaj podzielę się z Tobą małą ciekawostką. Zakładając bloga, miałem jeden nadrzędny cel, który chciałem osiągnąć w ciągu roku. Dostać się na Blog Forum Gdańsk 2017. Wiedziałem, że muszę posiadać bloga min. 1 rok, żeby spełnić wymagania organizatorów. Z tego też powodu premiera bloga została wyznaczona na 3 września 2016 roku 🙂

Rozwój bloga

Rozwój bloga i zmiany w życiu

Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale posiadanie bloga, który dumnie wisiał w Internecie pod domeną oscarrak.pl dało mi niesamowitą siłę. Do tego stopnia, że zwolniłem się z pracy na etacie i postanowiłem przejść na swoje. Nie zastanawiałem się długo, nie przygotowywałem się, po prostu to zrobiłem. Doświadczenie nauczyło mnie, że dokładne planowanie w moim przypadku się nie sprawdzi. Przez kilka miesięcy pracowałem i układałem sobie wszystko w głowie. Praca w domu okazała się niesamowitym wyzwaniem, z którym ciężko było sobie poradzić. Jednak udało mi się z tym uporać i w marcu ruszyłem z kopyta. Chwilę później zatrudniłem Adę i Dominikę. Był to moment, w którym rozpoczęła się prawdziwa lawina. Organizacja szkoleń, wyjazdy na konferencję, projekt Mastermind Rak, akcja House of Influencers, 2x główna na Wykopie, podcast, vlog i masę innych rzeczy. To wszystko sprawiło, że rok od założenia bloga siedziałem na sali ECS i było to dla mnie nieziemskie uczucie. Nie chodziło o samą imprezę, lecz o fakt, że dokonałem czegoś co wydawało mi się trochę niemożliwe. Nie ukrywam, uroniłem łzę i to chyba nawet nie jedną!

Fuckup

Fuckup i porażka

Przez okres jednego roku funkcjonowania bloga ewoluował. Chciałem się skupić na pomocy twórcom internetowym. Nie tylko blogerom, lecz także podcasterom i vlogerom. BFG utwierdziło mnie w przekonaniu, że kolejnym celem do wykonania będzie stworzenie kursu dla blogerów, który stanie się kompendium wiedzy na temat blogowania. To co w tamtym czasie było na rynku, nie odpowiadało na potrzeby ludzi, którzy chcieli założyć bloga. Zawsze brakowało jakiś informacji.

Postanowiłem położyć wszystko na jedną kartę i 2 miesiące pracy poświęciliśmy z zespołem na stworzenie kursu Blog od podstaw, który zawiera 45 lekcji, co daje ponad 15 h materiałów na temat blogowania od A do Z. Wszystko szło zgodnie z planem i początek sprzedaży rozpoczął się 25 października. Niestety nie mogło być tak pięknie. Zenbox, na którym stał wtedy sklep oraz kurs nie ogarnął. Mimo zapewnień wsparcia technicznego osoby, które chciały kupić kurs nie miały takiej możliwości. W ten oto sposób ponad 40 osób odbiło się od drzwi. Była to katastrofa, z której uratował nas Kamil Porembiński z The Camels. W ciągu 2 dni przenieśliśmy całe zaplecze techniczne do nich i wszystko śmigało, jak należy. Niestety cały zasięg kampanii promocyjnej kursu poszedł wtedy już w komin. Ten temat będzie jeszcze pomówiony w innym wpisie, którego cały czas nie mogę skończyć, ale najważniejszy jest fakt, że była to po prostu klapa.

Nie ma co ukrywać był to dla mnie policzek w twarz (a raczej prawy sierpowy). Przez kilka tygodni nie mogłem się pozbierać po tak sromotnej klęsce. Oczywiście mogłem wykorzystać remarketing i odzyskać leady, które mieliśmy, ale nie miałem na to siły. Ta porażka była końcem pewnego etapu w rozwoju mojego bloga.

W międzyczasie przeprowadziłem się do Krakowa i w ten oto sposób rok 2017 powoli dobiegał końca. Z końcem roku w sieci pojawia się masa podsumowań innych twórców, w których każdy pokazuje swoje sukcesy. Ja miałem na koncie wielką porażkę, która przysłoniła mi wszystkie sukcesy. Dodatkowo nawarstwiły się problemy firmowe, które związane były z dofinansowaniami. Poczułem, że sięgnąłem dna.

Stal hartuje się w ogniu

Stal hartuje się w ogniu

Z końcem roku myślałem, że gorzej być już nie może. Jak to w życiu bywa mocno się przeliczyłem. Przełom stycznia i lutego był najgorszym okresem jaki miałem przez ostatnie lata. Było tak źle, że nie wiedziałem co mam zrobić. Nie widziałem żadnego rozwiązania. Jedyną rzeczą jaka trzymała mnie w ryzach, było pierwsze wydarzenie Karmimy Wiedzą, które postanowiliśmy zorganizować z zespołem. Po tym wydarzeniu puściły wszystkie emocje i po prostu się poddałem. Pozwoliłem sobie na chwilę słabości i przemyślenie wszystkiego. Była to jedyna rzecz jaką mogłem w tamtej chwili zrobić.

Jestem z tych, którzy uważają, że to właśnie porażki definiują nas jako ludzi. Pokazują na co nas stać i do czego jesteśmy zdolni. Najlepsze rzeczy jakie spotkały mnie w życiu wydarzyły się zaraz po wielkich katastrofach. Wiedziałem po nich, że może być już tylko lepiej. Jedyne co muszę zrobić to nie siedzieć na dupie. Po chwili słabości przyszedł czas na podsumowanie i przygotowanie planu naprawczego. Zidentyfikowałem kilka problemów, które leżały mi na sercu:

  • Praca, praca, praca – zbyt dużo czasu na nią poświęcałem. Rodzina, hobby, leniuchowanie wszystko zostawiłem z boku. Mam coś takiego w sobie, że lubię pracować. Zawsze tak będzie, ale źle ukierunkowałem tę energię. Kolejne 100 zł, które zarobię nie zmienią mojego życia na lepsze.
  • Zobowiązania i budowanie społeczności – na moim blogu nie ma praktycznie społeczności. Nie chodzi o to, że nie potrafię tego robić. Po prostu mi się nie chce. Obecność w mediach społecznościowych mnie męczy. Wolę przeznaczyć ten czas na budowanie relacji bliższych niż dodanie kogoś na Facebooku
  • Walka o stołki – obracając się w branży marketingowej i blogosferze można zauważyć jak wiele osób bije się o stołki. Ciągła pogoń za popularnością i pokazywaniem się w roli eksperta to dla mnie ślepa droga. Nie ma siły brać w tym udziału. Wolę pomóc 20 osobom i to mnie zadowoli.
  • Cele ponad wszystko – w każdej książce o motywacji i produktywności usłyszycie o celach. Są one ważne, ale wiele osób traktuje je jako wyznacznik sukcesu. Zapomina się o życiu tu i teraz. Żyje się przyszłością, a to może prowadzić do tragicznych skutków.

Poszukiwanie własnej ścieżki

Poszukiwanie swojej ścieżki

Nie chcę obudzić się za kilkanaście lat i powiedzieć „to już wszystko”. W tej całej produktywności i nastawieniu na wyniki zapominamy o sobie i życiu teraźniejszy. Do takich wniosków doszedłem po tej całej katastrofie. Od dłuższego czasu temat slow life przewija się gdzieś w Internecie. Każdy odbiera to w różny sposób: jedni jedzą zdrowe żarcie, inni chodzą na spacery do lasu. Kompletna dowolność. Jednak dla mnie jest to przede wszystkim zmiana wartości jakimi kierujemy się w życiu. Odbiło się to na całym moim życiu: prywatnym, firmowym czy też blogowym. To czym chciałbym się z Tobą teraz podzielić, to właśnie zmiana podejścia do blogowania.

Pod koniec tamtego roku mój blog przekroczył magiczną liczbę 10 000 unikalnych użytkowników na miesiąc. Nie jest to dużo, ale nie jest to też mało. Głównym celem mojego bloga zawsze miała być pomoc innym ludziom. Mogłoby się wydawać, że jeżeli blog dociera do tylu osób to jest świetnie! Mi jednak nie chodzi o pasywną pomoc. Uwielbiam rozwiązywać problemy innych ludzi właśnie z tego powodu prowadzę szkolenia i konsultacje. Kontakt bezpośredni jest nie do zastąpienia! Wtedy też mogę jak za dotknięciem magicznej rożki otworzyć przed kimś nowe możliwości. Na blogu brakuje mi bezpośredniego kontaktu i poznania czytelnika, który potrzebuje wsparcia.

Wiem, że moja działalność w sieci nigdy nie będzie docierać do milionów ludzi czy setek tysięcy. I nawet nie liczę na to jakoś specjalnie. Mogę za to pomóc realnie ludziom w skali mikro. Dla innych to tylko tyle, a dla mnie aż tyle.
Oczywiście nie jestem w stanie pomóc każdemu, bo nie wystarczyło by mi życia, ale czasem wystarczy wskazać tylko odpowiednie drzwi. Nie muszę wiedzieć wszystkiego. Wystarczy, że wiem, gdzie kogoś odesłać. Praktycznie codziennie wysyłam moim czytelnikom artykuły z bloga: Jacka Kłosińskiego, Natalii Sławek, Artura Jabłońskiego, Oli Gościniak, Marka Jankowskiego, Michała Szafrańskiego, Szymona Chałupki czy też Agnieszki Skupieńskiej. O to w tym wszystkim chodzi o wymianę wiedzy.

Wraz z moim rozwojem i moimi błędami każdy czytelnik też się rozwija. Świetnie obserwować, jak czytelnicy tworzą coś z niczego. Niesamowitym przykładem jest Dawid Straszak, który napisał do mnie, że chce stworzyć podcast. Parę miesięcy później jego plan został wdrożony w życie i systematycznie pojawiają się nowe odcinki. Coś pięknego!

Projekt klub 300
Co dalej? Klub 300+

Niedawno skończyłem czytać książkę Michała Szafrańskiego „Zaufanie, czyli waluta przyszłości”, która jest przygodą Michała wraz z masą wskazówek dla twórców internetowych. Najciekawszą rzeczą jaką znalazłem w książce jest artykuł „1,000 True Fans”. Jego przesłaniem jest, że nie trzeba posiadać milionowych zasięgów, aby utrzymać się z blogowania. Wystarczy 1000 osób, które w ciągu roku kupią produkty/usługi za 100$. Daje to 100.000 przychodu! Jednak dla mnie mądrość jaka płynie z tego artykułu jest oderwana od pieniędzy. Nie trzeba posiadać milionów czytelników, aby czuć się spełnionym twórcom internetowym. Być może jest to banalne, ale zrozumienie tego zajęło mi 1,5 roku. Właśnie z tego powodu zdecydowałem się, że skupię się na ludziach! Nie na budowaniu ogromnej społeczności, co mi nie wychodzi, lecz na tworzeniu bezpośrednich relacji, które zaowocują wspaniałymi projektami. Teraz widzę, jak byłem głupi, że tego nie widziałem. Zaraz obok mnie rozwijali się czytelnicy, którzy korzystali z moich rad mniej lub bardziej.

Mateusz Kosmaczewski – prawdziwa historia jak w ciągu roku można robić wideo na świetnym poziomie!
Arkadiusz Szczudło – pokrewna mi dusza, bo ex-fotograf. Bloger, Vloger, Prawnik. Wystarczy popatrzeć na to co ogarnia w sieci,
Magdalena Far – otworzenie własnego podcastu. Chyba pierwszy podcast w Polskim Internecie z tej perspektywy rodzica,
Tymoteusz Nowak – rozwój bloga o sprzętach mobilnych wzrost czytelników o dobre kilka razy,
Dawid Straszak – otworzenie własnego podcastu z świetną jakością,
Marlena Maria Krychowska – rozwój bloga Okiem Marleny to kolejna perła. W rok jej blog urósł ponad 6 krotnie!

i wiele innych innych wspaniałych osób!

Żeby zebrać takich ludzi i dbać o relację z nimi chcę zamknąć komunikację w standardowych kanałach. Skupić się na zbudowaniu bezpiecznej grupy, gdzie można podzielić się obawami i swoimi przemyślanymi. Bez ataku, strachu i hejtu, który wylewa się z każdej strony.

Roboczo nazwałem ten klub 300+, ponieważ grupa ma mieć docelowo około 300 osób. Przy takiej skali można pogadać z każdym i czuć się komfortowo. Czy to się uda? Nie wiem, ale moim zdaniem warto spróbować. Potencjał takich inicjatyw jest ogromny pokazał mi to „mastermind rak”, gdzie pracowaliśmy przez kilka tygodni razem.

Na blogu dalej będą pojawiać się wpisy, podcasty i nawet vlogi. Nie mam co do tego wątpliwości. Nie wyznaczam sobie na blogu w tym roku żadnych sztywnych celów. Jednak możesz spodziewać się 3 kursów:

  • Skrócony kurs Blog od podstaw
  • Kurs Podcast od podstaw
  • Kurs Vlog od podstaw

Jest to moja odpowiedź na Wasze potrzeby. Ciężko jest część rzeczy wytłumaczyć, więc będę miał teraz odpowiednie narzędzia. Zysk z sprzedaży kursów będzie trafiał na konto fundacji dla zwierząt, ponieważ to właśnie nad tym się skupiam w tym roku.

Podsumowanie

Podsumowanie

Mam nadzieję, że ten przydługawy wpis wytłumaczył Ci co nie co. Na koniec chcę żebyś zapamiętał, że każdy ma czasem dołek, ale ze wszystkiego się da wyjść. Jeżeli chcesz być częścią projektu klub 300+ to napisz do mnie prostu na kontakt@oscarrak.pl pogadamy 🙂